Magia zorzy polarnej
Od zarania wieków w świadomości mieszkańców północy zorza polarna jawiła się jako coś okropnego, wróżącego nieszczęście. W mitologii Eskimosów odgrywała rolę „projektora” zaświatów, krainy zmarłych; ludzie chowali swe dzieci, gdy widniała na niebie – wierzono, że może zabrać im życie. Obecnie wiemy już, że nie ma w niej niczego przerażającego – jest pięknym i niegroźnym zjawiskiem elektrycznym, występującym w atmosferze na dużych szerokościach geograficznych. Zrodził się nawet kierunek wypraw turystycznych w okolice koła podbiegunowego, celem jej obejrzenia. Jest jednak rzecz która zawsze nurtowała badaczy – wielu naocznych świadków „palenia się” zorzy mówiło o dziwnych szmerach, jakie słyszeli podczas jej oglądania. Dźwięki te porównywano do gniecenia folii aluminiowej bądź skrzypienia butów na suchym śniegu. Zastanawiającym było to, że nie udało się w żaden sposób tych dźwięków zarejestrować – nie wykrywały ich nawet bardzo czułe urządzenia akustyczne. Ustalono, iż dźwięki te nie mogą dochodzić bezpośrednio z miejsca pojawiania się zorzy, w takim bowiem wypadku dochodziłyby do powierzchni ze znaczącym opóźnieniem czasowym wynikającym z prędkości dźwięku (zorze zwykle pojawiają się na wysokościach powyżej 100 km nad powierzchnią Ziemi więc opóźnienie to byłoby mierzalne).